ELEKTRYKA W GARAŻU


Jeszcze do niedawna światło w moim garażu włączałem, wkładając wtyczkę do przedłużacza. Mając tego serdecznie dość (szczególnie, po którymś z kolei potknięciu o przedłużacz), postanowiłem wykonać prostą instalację elektryczną w garażu. Oczywiście, budując dom, pomyślałem o wszystkim, ale zapomniałem o wyprowadzeniu „wolnego” kabla do podłączenia garażu – ale miałem skrzynkę elektryczną, co zrodziło pewien pomysł. 



Zamiast kombinować z podłączeniem się do zasilania bramy przesuwnej i robienia kilkunastometrowego obejścia, postanowiłem podłączyć się do gniazda 230 V w skrzynce. 


Jak widać, jest gniazdo siłowe oraz gniazdko 230 V. Czemu nie wybrałem do przyłącza popularnej siły? Ponieważ nie planuje w garażu żadnych odbiorników wymagających takiej instalacji. A w razie potrzeby mam kabel siłowy, który mogę podłączyć do gniazda w skrzynce i podciągnąć do garażu. Drugim problemem był dobór przekroju kabla – przekopałem wiele stron oraz oczytałem się wielu bardziej bądź mniej fachowych poradników (co w sumie było opłacalne), ale nie dowiedziałem się nic, prócz tego, by wezwać elektryka. Podszedłem jednak do sprawy zdroworozsądkowo i skoro planuje obwody w garażu zabezpieczyć bezpiecznikiem 10A to maksymalna moc, jaką można podpiąć do obwodu wynika ze wzoru: 

P = U x I x cos(fi), 

gdzie U to napięcie, I to natężenie, a cos(fi) to współczynnik mocy. 
Zatem, dla mojego przypadku otrzymuje: 

P = 230V * 10A * 0,93 = 2,1 kW 

Z tabeli obciążalności przewodów odczytujemy, że dla 10 A wystarczy kabel o przekroju 1,5 mm2, a nawet mniej, aczkolwiek mniej to proszenie się o kłopoty. Jako że nie wiem, co mi przyjdzie do głowy w przyszłości, zastosowałem do przyłącza kabel ziemny trójżyłowy o przekroju 2,5 mm2 (YKY 3x2.5) czyli maksymalne obciążenie, jakie wytrzyma bez stękania to ok. 20 A (jakieś 4,2 kW) – połowa więcej, niż mi wstępnie potrzeba, ale daje możliwości rozbudowy – wystarczy zmiana zabezpieczenia obwodu. 


Do garażu od skrzynki zewnętrznej mam jakieś 8 m, ale kabla zakupiłem 15 m, by na spokojnie ułożyć go ja trzeba i nie robić zbędnych łączeń. Koszt 1 mb to jakieś 3,50 zł. 


Aby dostać się do skrzynki, musiałem przewiercić się przez listwę startową styropianu – polecam najpierw napunktować, a potem wiertłem 12 wykonać otwór. Przejście przez sam styropian było łatwe, ze względu na dużą sztywność kabla wystarczyło kilka ruchów posuwisto-zwrotnych i kabel zapukał w dno skrzynki. Wcześniej oczywiście trzeba założyć peszel ochronny, by już nie wracać do tematu. 


Po odkręceniu skrzynki ukazuje się taka plątanina kabli. Musiałem dostać się do środka więc po raz kolejny wywierciłem wiertłem 12 dwa otwory – jeden w dnie skrzynki, drugi w dnie puszki i wciągamy kabel. Oczywiście, wcześniej wyłączyłem odpowiednie bezpieczniki w rozdzielnicy, by uniknąć porażenia, gdyby wiertło zjechało tam, gdzie nie powinno. Z kabla usunąłem otulinę i połączyłem w kostce doprowadzającej prąd do gniazda 230 V kable zgodnie z kolorami. Zwykle brąz to faza (L), niebieski to neutralny (N), a żółto-zielony to przewód ochronny (PE). I tego trzeba się trzymać! 


Po podłączeniu sprawdziłem, czy kable są dobrze dokręcone, lekko pociągając za każdy. Jeśli wszystko jest w porządku, zamykamy puszkę i ten etap uznajemy za skończony. Następnie wykopałem głęboki na 60 cm wykop, który wysypałem piachem i ułożyłem w nim luźno kabel, który znowu zasypałem piachem. Na to wszystko położyłem folie ostrzegawczą (syn akurat miał biało-czerwoną, więc sobie pożyczyłem) i zasypałem wykop. Najtrudniejszym etapem było przeciągnięcie dość sztywnego kabla przez pozostawiony garażu przepust. Oczywiście nie było pilota, więc posiłkowałem się wężem ogrodowym i po dłuższych zmaganiach odniosłem sukces. 


Plan instalacji był prosty – jedna lampa i dwa wyłączniki schodowe (jakby mógł być jeden!). Do tego w kiedyś w przyszłości gniazdka, dodatkowa lampa i wyjście na zewnątrz do oświetlenia drewutni. Najpierw doprowadziłem kabel do miejsca, gdzie zaplanowałem malutką rozdzielnice na dwa bezpieczniki. Tutaj pomocny był duży zapas długości kabla, który doprowadziłem do skrzynki bez żadnych łączeń. Kupiłem najtańszą rozdzielnicę, jaka była dostępna w mojej lokalnej hurtowni (koszt ok. 8 zł), a dwa bezpieczniki B10 zostały mi po budowie więc żal było nie wykorzystać (cena to ok. 12 zł/szt). 


Samo podłączenie w rozdzielnicy jest względnie proste – na górze do jednej części listwy podłączyłem przewody neutralne, do drugiej ochronne, a przewód fazowy do bezpiecznika. Większą trudnością było nauczenie się, jak działa wyłącznik schodowy. Dużą pomocą był schemat, jaki znalazłem na stronie Leroy Merlin:


Jak widać, aby wyłączniki schodowe mogły zadziałać, musiałem zakupić przewód 3x1,5 mm2. Polecam każdemu zaopatrzyć się również w złączki typu „wago” – używanie tego to sama przyjemność. Rozprowadzenie i podłączenie w puszcze i wyłącznikach kabli zgodnie ze schematem było już formalnością:



Jak widać, wszystko montowałem natynkowo – łatwość dostępu i modyfikacji jest tutaj najważniejsza, estetyka pełni rolę drugorzędną. Dwa włączniki natynkowe i jedna puszka to koszt ok. 11 zł/szt za włącznik i 8 zł za puszkę. Gdy po podłączeniu „na krótko” wszystko działało jak trzeba, zabrałem się do docelowego montażu przewodów, instalacji lampy (ze znanego marketu, razem ze źródłem światła ok. 50 zł) oraz układania kabli w puszkach. 





Wprawne oko zauważy, że jeden z bezpieczników jest niewykorzystany. Dlaczego? Bo wciąż jeszcze z braku czasu nie podłączyłem gniazdek, planuję rozdzielić oświetlenie i gniazdka na dwa różne obwody. Również zakupiona lampa jest zbyt słaba, by odpowiednio oświetlić moje 35 m2 azylu, zatem w pierwszej kolejności muszę dokupić drugą i rozbudować instalacje o nią. Starałem się jak mogłem, ładnie i estetycznie ułożyć instalację, ale wyszedł brak doświadczenia. Kilka razy musiałem przekładać przewody, bo niepotrzebnie się krzyżowały albo sobie przeszkadzały w puszcze. 


Sama praca nie jest trudna (polecam zakupić podstawowe narzędzia, szczególnie do usuwania izolacji, ponieważ nożykiem do tapet łatwo uszkodzić izolacje nie tych kabli, o które nam chodzi), ale najpierw trzeba zdobyć trochę wiedzy z zakresu elektryki. Ja miałem trochę prościej, bo w technikum, do którego uczęszczałem, miałem zajęcia z elektrotechniki, ale szczerze mówiąc mało co pamiętałem. Czy warto to zrobić samemu? Oczywiście, że warto i nawet się opłaca – taką małą pracę lokalny elektryk wycenił na 300 zł z materiałem (bez białego montażu). Jak dla mnie trochę dużo, kiedy mi laikowi, zajęło to dwa popołudnia. Co mnie zaskoczyło w trakcie pracy? To, że gdy ucinałem kabel to „wybiło” mi różnicówkę mimo wyłączonego bezpiecznika. Po konsultacji z moim elektrykiem wiem, że tak powinno być, jeśli ktoś z Was również wie, napiszcie w komentarzu!

- Piotr

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz